+48 781 08 78 08 ik fb @

Aktualności

Bardzo ciekawy artykuł ukazał się w wyborcza.pl ! Polecam przeczytanie, dzięki czemu będziemy zdrowsi małym kosztem :)

Superfoods, czyli superjedzenie, które ma wyjątkowe właściwości prozdrowotne. Co roku pojawiają się nowinki, które mają nam pomóc w walce z rakiem, obniżoną odpornością czy nadwagą. Problemem jest ich cena. Czy trzeba wydawać wiele, by jeść zdrowo?

 

Jedzą je celebryci, zachęcają do nich szefowie kuchni. - Jeśli ktoś korzysta z nowinek, to nie ma w tym nic złego, ale jeśli zaczynamy sproszkowane glony łykać garściami, po kilkadziesiąt pigułek dziennie, to już przesada. Są osoby, które wydają na to dużo pieniędzy, oczekując, że znacząco poprawi się ich zdrowie. Ale ten sam prozdrowotny efekt dadzą koktajl czy sałatka z naszych warzyw liściastych jedzone regularnie. Więcej nie znaczy lepiej. Zapotrzebowanie organizmu na związki organiczne czy minerały trzeba zaspokoić, ale to nie jest gąbka, która wszystko wchłonie. Jeśli nie jesteśmy wyczynowymi sportowcami, faszerowanie się jakąś rośliną wyjątkowo bogatą w białko nie jest nam potrzebne. Organizm i tak z tego nie skorzysta.
 

Nie warto sięgać po superprodukty?

 

- Nie o to chodzi. Nikt nie kwestionuje, że np. tak modne w ubiegłym sezonie glony mają właściwości prozdrowotne. Są zdrowe i jeśli ktoś włącza je do swojej diety, źle na tym nie wyjdzie. Ale jest wiele produktów rodzimych, które mają takie same lub zbliżone właściwości. Wiele z nich rzadko gości na naszych stołach, a szkoda, bo są tanie i nie odstają pod względem zawartości dobroczynnych związków od tych egzotycznych. Mają jeszcze jedną przewagę - nie jadą do nas tysiące kilometrów. Dlatego nawet jeśli jakiś importowany produkt przewyższa w chwili zbioru nasze odpowiedniki np. zawartością cennych polifenoli, to kiedy już do nas dotrze, nie ma ich więcej.

 

Ten sezon minie pod znakiem wszystkiego, co białe. - Wraca moda na cebulę, pory, czosnek. Trochę mnie śmieszy odkrywanie na nowo cudownych właściwości czosnku. Ale nie mam nic przeciwko fascynacji tymi produktami. Uważam, że moim obowiązkiem jest jeść produkty regionalne. To najlepszy sposób na zachowanie zdrowia, współgranie ze środowiskiem. Nie musimy szukać produktów na innych kontynentach.

 

Zestawienie droższych produktów i ich polskich odpowiedników:

 

1. Jagody goji - żurawina 

 

Według medycyny chińskiej jagody goji mają m.in. zdolność regenerowania wątroby i nerek, a nawet leczenia niepłodności. Zwalczają zmęczenie, poprawiają koncentrację. Prawdziwe panaceum.

 

Prawdą jest, że zawierają bardzo dużo antyutleniaczy - związków zwalczających wolne rodniki. Mają witaminę C, witaminy z grupy B i wiele mikroelementów: selen, żelazo, cynk, potas itd. Są zdrowe, ale tylko wtedy, gdy jemy je na surowo. Do Polski zaś trafiają najczęściej suszone.

 

Za to żurawina rośnie w naszym kraju. Jest bombą przeciwutleniaczy. Ma działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze. To bogate źródło witamin A, C i tych z grupy B. Reguluje poziom cukru we krwi, działa ochronnie na wątrobę i wspomaga pracę serca.

 

Oraz ma zaletę, której nie mają jagody goji - zwalcza infekcje dróg moczowych. Powinna być domu każdej kobiety i dziewczyny. Ale jest warunek - żurawinę najlepiej jeść surową lub pić z niej sok czy wyciąg. Suszona jest słodzona, poza tym traci wiele ze swoich właściwości. Żurawinę można kupić w sezonie i zamrozić.

 

2. Nasiona chia (szałwia meksykańska) - siemię lniane 

 

Te pierwsze kosztują nawet 100 zł za kilogram. Siemię lniane dobrej jakości - dziesięć razy mniej. Oba rodzaje nasion mają kwasy omega-3, ale siemię lniane ma ich więcej - w ilości porównywalnej z rybami morskimi. Ponadto kwasy te są w odpowiedniej proporcji.

 

Siemię zawiera też witaminę E i cynk oraz specjalną grupę związków - lignany, jedne z najsilniejszych przeciwutleniaczy - których jest w nim sto razy więcej niż w nasionach chia. Regulują one gospodarkę hormonalną, zmniejszając tym samym ryzyko zachorowania na niektóre nowotwory hormonozależne, m.in. raka piersi, jajnika i macicy. Nasiona chia także mają przeciwutleniacze oraz sporo białka, ale siemię działa też osłaniająco i regenerująco na błonę przewodu pokarmowego.

 

Z kolei nasiona chia zawierają o 50 proc. więcej błonnika niż siemię, mają także zdolność zatrzymywania wody. Może to pomóc wyczynowym sportowcom, np. triatlonistom, ale na co dzień nie jest pożądane.

 

3. Spirulina i chlorella - szpinak, brokuły i natka pietruszki 

 

Dwie pierwsze to algi morskie. Są m.in. bogatym źródłem białka, witamin B, E, A, minerałów (potas, magnez, cynk, wapń, selen, fosfor, żelazo). Algi te mają działanie wzmacniające, antyalergicznie, antywirusowe, antynowotworowe i ochronne dla wątroby, obniżają poziom cukru we krwi, a także złego cholesterolu.

 

Spirulina zawiera więcej białka, chlorella bardziej oczyszcza organizm. Niewątpliwie obie należą do superfoods.

 

Ale to samo osiągniemy, jedząc warzywa zielone: szpinak, brokuły czy natkę pietruszki. Algi są napakowane dobroczynnymi związkami, ale jeśli nie uprawiamy sportów ekstremalnych, w których liczy się aż takie "doładowanie", zielone warzywa z polskiego ogródka absolutnie wystarczą.

 

Sto tabletek sproszkowanych alg kosztuje ok. 100 zł. Brokuły, szpinak czy natkę pietruszki kupimy w sezonie za kilka złotych.

 

4. Jarmuż - seler naciowy i kapusta czerwona 

 

Jarmuż nie jest nowością, ale został zapomniany. Dziś wraca do łask, i słusznie. To odmiana kapusty o długich pomarszczonych liściach i tak jak ona zawiera sulforafan - przeciwutleniacz, który ma silne działanie antynowotworowe, a także karotenoidy oraz witaminę K.
 

Jarmuż jest dziś podstawowym składnikiem tzw. zielonych koktajli. Według mnie jest zdumiewająco drogi - kilogram kosztuje średnio ok. 20 zł. Biorąc pod uwagę, że podobnie jak szpinak po obróbce cieplnej (należy go gotować bardzo krótko, najlepiej na parze) bardzo zmniejsza swoją objętość, jego cena jest wyższa niż selera naciowego czy czerwonej kapusty, które mają podobne właściwości.

 

5. Aloes - pokrzywa, rumianek, szałwia 

 

Sok z aloesu kupuje wielu moich pacjentów. Ma on m.in. działanie oczyszczające i pobudzające metabolizm. Litr można kupić najczęściej za 20-30 zł. Jako zamiennik polecam ziołowe herbatki. Jestem wielbicielką pokrzywy, która oczyszcza organizm i obniża poziom cukru we krwi. Rumianek ma (podobnie jak aloes) działanie przeciwzapalne, a szałwia - przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe.

 

6. Orzechy pekan i makadamia - orzechy laskowe i włoskie 

 

Dietetycy polecają orzechy pekan i makadamia jako źródło m.in. witaminy E i dobrych tłuszczów. Rzeczywiście, zawierają ich bardzo dużo - makadamia najwięcej ze wszystkich, bo aż 75 proc.! Z kolei orzechy pekan mają bardzo dużo przeciwutleniaczy. Jednak są to produkty sprowadzane do nas z daleka. I bez skorupek. Jest duże ryzyko, że część tego tłuszczu po drodze zjełczeje, a dobroczynne związki się utlenią.

 

Orzechy laskowe i włoskie (te ostatnie są hitem za granicą) można kupić w skorupkach, co polecam, bo dłużej zachowują swoje właściwości. Ale nawet te obrane rosną bliżej nas i w związku z tym są w lepszym stanie. Nie bez znaczenia jest też cena - nawet sześciokrotnie wyższa orzechów egzotycznych w porównaniu z rodzimymi.

 

7. Amla (agrest indyjski) - aronia 

 

Amla to szał tego roku. Nie bardzo umiem uzasadnić dlaczego. Ma bardzo dużo polifenoli i jest wyjątkowo bogata w prozdrowotne przeciwutleniacze. Zawiera ich o 60 proc. więcej niż jagody goji. Działa przeciwwirusowo i antybakteryjnie. Można ją kupić najczęściej w formie proszku lub suszonych i posłodzonych owoców.

 

Jej cena jest niebotyczna - za kilogram trzeba zapłacić grubo ponad 100 zł, nawet 200 zł. Możliwe, że doskonale sprawdza się w medycynie ajurwedyjskiej.

 

W Polsce przegrywa znacząco z aronią, która pełna jest witamin, przeciwutleniaczy, bioflawonoidów i minerałów. Ma też działanie przeciwnowotworowe, zapobiega rozwojowi miażdżycy, chroni oczy. Sok lub wyciąg z aronii to "złoty lek". Jeśli jakiś produkt zasługuje na określenie "superfood", to jest nim aronia.

 

8. Miód manuka - miód polski 

 

Były już produkty z Chin, Japonii, Azji i Ameryki Południowej. Teraz czas na coś z Nowej Zelandii. Miód manuka to najdroższy miód świata. Wytwarzany jest przez pszczoły, które żywią się nektarem z kwiatów krzewu manuka. Cena? Średnio 250 zł za słoik 400-500 g.

 

Co zwiera miód manuka? Przede wszystkim ma właściwości przeciwbakteryjne porównywalne z antybiotykami. Ale to ma każdy polski miód, może w nieco mniejszym stopniu, za to stać nas na to, by kupić go więcej i jeść regularnie.

 

Poza tym miód manuka działa przeciwzapalnie i przeciwgrzybiczo. Tak jak inne miody. Miód manuka ma ponoć działanie probiotyczne - korzystnie wpływa na dobre bakterie jelitowe. Ale to są bakterie jelitowe z Nowej Zelandii, nie z naszego regionu. Wybieram polski miód, np. spadziowy.

 

Źródło: http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,17943387,Co_zamiast_chia_i_jagod_goji__Polska_odpowiedz_na.html

Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved

RealizacjaMabu.pro Film & Design